Bezpieczna energia z odpadów

Spór o śmieci na warszawskim Radiowie

Warszawiacy narzekający na górę śmieci na Radiowie spotkali się wczoraj z władzami dzielnicy i przedstawicielami MPO. Prezes Miejskiego Przedsiębiorstwa Oczyszczania na zarzuty mieszkańców, którzy narzekają na fetor dobywający się z hałdy odpadów kwitował, że zakład nie jest producentem perfum.

Dyskusja została rozpoczęta przez mieszkańców, którzy zrzeszyli się w ostatnich tygodniach w stowarzyszeniu Czyste Radiowo. To inicjatywa zamieszkujących najbliższe okolice składowiska śmieci. Na poniedziałkowej sesji rady dzielnicy, poświęconej właśnie górze na Radiowie przynieśli ze sobą odpady. Wysunęli roszczenia likwidacji sortowni i składowiska.

Smród śmieci

Bogdan Bajak, przedstawiciel stowarzyszenia w wywiadzie udzielonym serwisowi Tvnwarszawa.pl mówi: – „Były takie dni, że jak zaczęło śmierdzieć o godzinie 17, to śmierdziało aż do rana. Któregoś dnia nie wytrzymałem i poszedłem pod bramę sortowni. Przyjął mnie uśmiechnięty pan. Patrząc mi głęboko w oczy powiedział, że nic tutaj nie śmierdzi. Wyszedłem stamtąd jak zbity pies.”
Bajak tłumaczy, że problem od dawna sprawia, że w pobliskim ogródku jordanowski nie widać żywego ducha. W spotkaniu z mieszkańcami nie uczestniczył prezes MPO Krzysztof Bałanda. Przed spotkaniem z ponad 200 mieszkańcami zwołał specjalną konferencję, zaś na sesję wydelegował przedstawicieli firmy.
– „Dzisiaj stajemy przed zarzutem, że na Radiowie śmierdzi. No nie jesteśmy, i bardzo tego żałuję, że nie jesteśmy, drugim Diorem i nie produkujemy perfum. Ktoś te odpady, które produkujemy my wszyscy, musi przetworzyć” – mówił Bałanda cytowany przez Tvnwarszawa.pl.
Bałanda przypominał, że składowisko istnieje od 1962 roku. Powstało jako składowisko odpadów komunalnych, trzy i pół roku temu było jedynie składowiskiem odpadów balastowych, które obecnie już nie są tu składowane. I kwitował, że protestujący muszą być przyjezdnymi.

Składowisko używane niezgodnie z przeznaczeniem?

Wojewódzki Inspektor Ochrony Środowiska wydał decyzję, w związku z którą na składowisko mogą trafiać jedynie pozostałości po sortowaniu, ziemia, kompost i gruz. Mieszkańcy opublikowali jednak niedawno film, w którym, jak przekonują widać, że nie trafiają tam jedynie takie nieczystości, ale i inne odpadki.
Bałanda nie komentuje filmu, tłumacząc, że takie obrazy można łatwo manipulować. Pracownicy MPO z kolei przekonywali, że na składowisko trafiają wyłącznie odpady powstające w procesie mechaniczno-biologicznego przetwarzania, które wcześniej są poddawane higienizacji zabijającej pasożyty i drobnoustroje. Tym samym podkreślała, że nie trafiają na nie odpady komunalne.

Śmieci z Radiowa znikną?

Rada dzielnicy swoją sesję zakończyła w nocy z poniedziałku na wtorek. Obecni w debatach radni jednogłośnie przyjęli uchwałę proponującą, że składowisko i sortownia mają zostać zlikwidowane. Dokument trafi pod obrady rady Warszawy. Decyzję o zamknięciu składowiska może też podjąć prezydent miasta.
Sprawa składowiska wróciła mimo wcześniejszych propozycji, np. o zmianie przeznaczenia składowiska, które miało wkrótce pełnić funkcję stoku narciarskiego. Jednak w wyniku postępowania Krajowej Izby Odwoławczej badającej warszawski przetarg na wywóz śmieci okazało się, że w 2012 roku MPO złożyło wniosek o przedłużenie działalności wysypiska w Radiowie. Dlatego też góra nieczystości będzie rosła do 2016 roku.
Na podstawie: Tvnwarszawa.tvn24.pl